Gadająca architektura

41

Drogi Świecie, proszę o moralne przyzwolenie na ujawnienie tej skrupulatnie wyprodukowanej opinii, a przy jej ewaluacji o łaskawe przymknięcie oka na wrodzoną butę autora i ewentualne ubytki umysłowe. Z poważaniem, 22-letni przedszkolak.

Przez ostatni rok moja świadomość architektoniczna zdecydowanie wzrosła – więcej widzę, kojarzę, rozumiem odniesienia. Kiedy się pozna parę projektów, przeczyta jakąś książkę i się nad tym wszystkim trochę zastanowi, okazuje się, że patrzenie na budynki przebiega jakoś bardziej rozumowo, analitycznie. I nie chodzi wcale o to, że emocje schodzą na dalszy plan, wręcz przeciwnie, dopiero wtedy uczymy się je percypować i widzieć prostą relację: przyczyna-skutek – dlaczego to mi się podoba, czuję się dobrze w tym miejscu itp. Dopiero wtedy, szukając ciekawych detali i wyróżniających się elementów, poznajemy swoje podświadomie kiełkujące preferencje. Wygląda na to, że moje właśnie ujrzą światło dzienne.

To, co cenię sobie chyba najbardziej to klarowny koncept widoczny na wszystkich płaszczyznach projektowych. Czuć raczej niedosyt, niż nadmiar, widać konsekwencję i w zasadzie trudno znaleźć elementy niepotrzebne. Redukcja w projektowaniu jest zdecydowanie najtrudniejsza, to jak podejmowanie decyzji które z dzieci-pomysłów w tym momencie nakarmić, któremu dać się rozwinąć, patrzeć jak rośnie i jest najszybsze na 60m, kiedy reszta musi czekać na swoją kolej. Odrzucając lub przyjmując jakiś koncept czujemy na barkach konsekwencje tej decyzji, jej materialny ciężar przekładalny na ilość cegieł i warstwy tynku, ale kiedy przedostaniemy się przez tę początkową gmatwaninę, nagle okaże się, że 2+2 jest znowu szczęśliwie czwórką, a małą liczbę elementów zdecydowanie łatwiej dokładnie opracować. Ludzie tak chyba mają, że lubią dużo i to niestety w architekturze widać. Jak ktoś lubi mało to ma fory od Pana Boga i powinien to mądrze wykorzystać.

portada_ichinoe_l_01

Prostota i redukcja jest pewnym ułatwieniem nie tylko w procesie projektowym (chociaż jak wiadomo, na początku jest to droga przez mękę), ale przede wszystkim w późniejszym użytkowaniu budynku. Klarowność założenia przekłada się na klarowność komunikatu – obiekt jest „prosty w obsłudze”. Czyli: jak patrzymy na budynek z zewnątrz, jesteśmy sobie w stanie mniej więcej wyobrazić jaka funkcja znajduje się w którym miejscu (ilość okien, różnice w elewacji itp.), połączenia funkcjonalne są na tyle dobrze skrojone, że w teatralnym foyer czy restauracji nie musimy długo szukać toalety, a dobór materiałów odzwierciedla cechy danego miejsca. Ma to przełożenie nie tylko na czystą funkcjonalność, reżyserowanie działań i ruchów użytkowników, ale i na estetykę. W tym przypadku proste i mądre = piękne i w jakiś kosmiczny/metafizyczny sposób czuć to od razu po wejściu do środka.

long-museum-west-bundlong-museum-west-bund2

Architektura jako scenografia to jedno z bardziej fascynujących mnie tematów. Projektując, przewidujemy ruchy użytkowników budynku, ułatwiamy im pewne zadania, dajemy nowe możliwości. W skrajnej, syntetycznej formie widać to w sztuce konceptualnej, gdzie człowiek nastawiony jest na działanie różnych bodźców, które wywołują konkretne emocje. Przykładami są pawilony i rzeźby przestrzenne, które często pozbawione są funkcji (l’art pour l’art?), ale same w sobie są komunikatem. Przekaz jest nieoczywisty, nie posługujemy się literami, ale właściwościami materiałów, kształtem, ogniem, wodą, światłem, korzystamy z krajobrazu i lokalizacji. W ten sposób tworzone są punkty widokowe, ścieżki edukacyjne czy upamiętnienia poległych. Niekwestionowanym mistrzem jest mój prywatny idol Peter Zumthor.

arch2o-steilneset-memorial-peter-zumthor-louise-bourgeois-5

Sensoryczne pojmowanie architektury dotyczy nie tylko sztuki konceptualnej ale budownictwa w ogóle. Możliwość dotknięcia, wyczucia faktury pod palcami, stopnia gładkości i temperatury zbliża nas do zrozumienia całego projektu i pozwala na nawiązanie relacji. Tak jak sztuka w muzeach jest jeszcze w dużej mierze „obca”, prezentowana za ściśle określoną strefą buforową, architektura jest pod tym względem bardziej przyjazna. Dobór materiałów jest kluczowy – określa charakter danego miejsca, jego stosunek do użytkownika. Może odbijać światło, albo być zupełnie miękki, ocieplać, albo dodawać estymy, uwypuklać cechy danej przestrzeni, albo je maskować, stukać pod obcasami, albo tłumić hałas. Mimo, że sama forma powinna być wystarczająco „gadatliwa”, wrażliwość przy doborze materiałów i zestawianiu ich jest niebywale ważna. Osobiście czuję dziwny pociąg do elementów betonowych/stalowych połączonych z czymś naturalnym – kamieniem, drewnem, wełną, zielenią. Ten kontrast wydaje mi się autentyczny, człowiek wśród natury, buszujący w zbożu, zbożujący w buszu.

d71_3005

Mój holenderski nauczyciel powiedział kiedyś, że największym sukcesem architekta jest budynek, którego przechodzień nie zauważy. Może to brzmieć kontrowersyjnie, ale nie sposób się nie zgodzić – konkretny obiekt i jego otoczenie działają na siebie nawzajem i fajnie by było gdyby grali w jednej drużynie. Projekty spójne z kontekstem (wcale nie muszą być podobne – kontrast uwypukla cechy obu stron) to te najmądrzejsze. Fajna forma czy wykwintne detale nie przykryją relacyjnych dysonansów. W końcu nikt nie jest samotną wyspą itp.

Zdarza się również, że to co naokoło warto zaprosić do środka. Kadrowanie krajobrazu, nakierowywanie wzroku użytkownika na konkretne miejsca sprawia, że stają się one elementem wystroju wnętrz. Znam wiele przykładów banalnych prostopadłościanów w szczerym polu, które stają się wyjątkowe dzięki lokalizacji i sprytnie rozwiązanym otwarciom. Znowu wracamy do architektury-scenografii – mimo że ten sam krajobraz równie dobrze można oglądać stojąc obok budynku, architekt może sprawić, że stanie się bardziej atrakcyjny właśnie dzięki konkretnym zabiegom projektowym.

Gwoli scalenia i uporządkowania: logiczna funkcjonalna prostota, komunikatywność, spójność, architektura-scenariusz, rozumienie cech materiałów, relacja z kontekstem, zabiegi kompozycyjno-widokowe ROBIĄ DLA MNIE ARCHITEKTURĘ.

Dziękuję, kurtyna opada.


Zdjęcie tytułowe: Erieta Attali „Vedoble Houses”
1 – Little House with a Big Terrace / Takuro Yamamoto
2 – Long Museum West Bund / ATELIER DESHAUS
3 – Steilneset Memorial / Peter Zumthor + Louise Bourgeois
4 – Lookout / Angus Ritchie + Daniel Tyler

Gadająca architektura

One thought on “Gadająca architektura

  1. Och, wspaniały tekst, naprawdę! Świetny temat świetnie rozwinięty. Miło się czyta.
    A konkrety: nie mam pewności, ale to chyba właśnie Zumthor(również mój prywatny idol 😉 ) powiedział, że dobra architektura to taka, która sprawia wrażenie, że stoi w danym miejscu od zawsze..
    I wcale się nie dziwię, że rok w Holandii poczynił tyle postępów w myśleniu. Moje francuskie pół roku zrobiło totalną rewolucję w moim myśleniu, w czasach kiedy na politechnicznych wydziałach architektury rozmawiało się głównie o wytrzymałości, minimalnych odległościach, nie zadawano pytań „dlaczego?”, a w projektach poszukiwano przede wszystkim oryginalności, rozumianej jako wyróżnianie się..
    Dzięki za ten tekst!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *