Kto to zrobił?!

31

„Ten sam typ myślenia, który w literaturze produkuje źle skomponowane powieści i nudne sztuki, w architekturze powoduje rany widoczne nawet z kosmosu. Zła architektura jest zamrożoną pomyłką zapisaną dużymi literami.”

Architektura ze względu na swoją skalą ma przewagę nad innymi przedmiotami czy dziedzinami sztuki. Traktujemy ją z większym poważaniem, chyba ze strachu, żeby nas nie zjadła. Zezwalamy na jej istnienie niezależnie od jakości, jakby była czymś absolutnym i nieodwracalnym, danym raz na zawsze od Pana Boga. Zapominamy, że te wszystkie paskudy są sprawką ludzi takich samych jak my i że dało się temu wszystkiemu zapobiec.

Kiedy patrzymy na stojący przed nami budynek powinna nam towarzyszyć świadomość, że kiedyś go nie było. Serio. Niezależnie ile musimy cofnąć się w czasie, pewnie był tam kawałek łąki albo rosło drzewo. Pojawia się pytanie czy za tym CZYMŚ, co odebrało nam ułamek natury, cokolwiek przemawia, choć jeden maleńki argument za, światło w tunelu. Jeżeli tak – okej, i budynki są nam potrzebne, a za niektóre warto dać się pokroić, ale jeśli nie, irytacja powinna w nas buzować. W końcu nawet jeśli nie jesteśmy jego użytkownikami to jako zwykli przechodnie mamy nieprzyjemność na niego patrzeć. Możemy nieszczęśliwie mieszkać w pobliżu. Zabawne jak bardzo inkluzywna jest to branża.

Próbując zdiagnozować problem z krytyką architektury trzeba zacząć od skali. Jest duża, większa od nas, instynkt przetrwania podpowiada nam ucieczkę, albo przynajmniej ostrożność. Mimo że jesteśmy jej właścicielami, w końcu to tylko trochę cegieł i tynku, jej rozmiar i pozorna trwałość onieśmielają, trudno sobie wyobrazić szybkie jej unicestwienie, wyrzucenie do śmieci. Poza tym nie da się jej łatwo podnieść, przenieść, manipulować nią, co sprawia, że nasza władza jest mniejsza od tej, którą mamy nad łyżką czy miską. No i jest nam w stanie zrobić realną krzywdę. Oczywiście można sobie złamać rękę spadając z krzesła, ale zawalające się stropy są o wiele bardziej efektowne.

Nieświadomość przebiegu procesu powstawiania budynków każe patrzeć nań z szacunkiem: jak to w ogóle możliwe, że stoi i się nie zawala, ile to czasu trwało. Pojawia się również banalna kwestia kosztów, trudu, brudu i hałasu związanego z rozbiórką, utrudnień w ruchu. No i czy w ogóle warto coś z tym robić, skoro już stoi to może jeszcze chwilę postać. Lepiej nie dotykać, bo jeszcze ożyje i założy własne imperium.

Ostatecznie okazuje się „tych niefortunnych decyzji nie można przypisać ani ręce Boga, ani żadnej innej gospodarczej czy politycznej konieczności ani też życzeniom kupujących – są one raczej skutkiem banalnego połączenia niskich ambicji, ignorancji, chciwości i przypadku”. Mimo naszego strachu, czy respektu są to po prostu błędne decyzje, które jak każde inne należy piętnować. Ilość pieniędzy, rusztowań i ludzi biorących w tej zabawie udziału niczego nie zmienia.

„ARCHITEKTONICZNA MIERNOŚĆ NIE POWINNA NAS ONIEŚMIELAĆ BARDZIEJ NIŻ NIESPRAWIEDLIWE PRAWO CZY NONSENSOWNY ARGUMENT”.

Idźmy i głośmy. Może mamy szansę coś zmienić?


Cytaty: Alain de Botton „Architektura szczęścia”, czuły barbarzyńca, Warszawa 2010
Zdjęcie: Budynek Słoń w Bangkoku

Kto to zrobił?!

One thought on “Kto to zrobił?!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *