Mondrian w 3D – dom pani Schroder w Utrechcie

37

Jeżeli o wielkości architektury świadczy jej innowacyjność i ekscentryzm, Rietveld z pewnością otrzymuje punkt. Jeżeli o wielkości architektury świadczy jej innowacyjność i ekscentryzm, które wcale nie przeminęły mimo upływu niemal wieku i nadal zadziwiają – Rietveld ten konkurs wygrywa w cuglach.

Biały domek pani Schroder jest powszechnie znaną ikoną, reprezentującą estetykę grupy De Stijl i trafnie kojarzoną z obrazami Pieta Mondriana. Jego dziwny, nieco infantylny wygląd jest rozpoznawalny i łatwy do zapamiętania – w latach 20 ubiegłego wieku był szokujący, kontrastował z otaczającą zabudową, ludzie przychodzili specjalnie, żeby popatrzeć, ale wbrew pozorom niewiele się zmieniło. Zastosowana estetyka wciąż jest dla nas radykalna, mimo upływu prawie stu lat wciąż zadziwia, bo tego typu domów się po prostu nie buduje. A że ludzie nadal przychodzą go oglądać to akurat nic dziwnego – jest tam teraz muzeum, można wejść do środka, rozejrzeć się i ewentualnie podnieść szczękę z podłogi.

Po śmierci Pana Schrodera jego żona wraz z trójką dzieci musiała przeprowadzić się do mniejszego domu, łatwiejszego i tańszego w utrzymaniu. Zlecenie otrzymał Gerrit Rietveld, znany wówczas szerzej jako twórca nowoczesnych mebli. Projekt domu w Utrechcie powstał z bardzo dużym udziałem samej właścicielki: przyjęła estetykę Rietvelda, uznając ją za bezkompromisową i nowoczesną, ale wiele rozwiązań funkcjonalnych było jej autorstwa. Oboje zwracali uwagę na ergonomię i nawet najmniejsze detale, żeby stworzyć dom odpowiadający na potrzeby właścicieli.

5

Pomieszczenia mieszkalne są zlokalizowane wokół komunikacyjnego trzonu. Na parterze układ jest dość tradycyjny, amfiladowe przejścia z pomieszczenia do pomieszczenia, kuchnia, studio, pokój do czytania i dla służącej. Istotny dla całej idei był wybór kolorów, które wyznaczały poszczególne przestrzenie i funkcje, ale również miały zastosowanie czysto praktyczne – miejsca łatwo brudzące się były pomalowane na czarno. Najciekawsze są drobne detale wymyślone przez Rietvelda i Schroder: ławeczka na półpiętrze stojąca przy aparacie telefonicznym, przezroczysta skrzynka na listy czy wtedy zupełnie nieznane szklane witryny wiszące w kuchni i proste blaty. Właścicielka chciała również by każde pomieszczenie miało bezpośredni kontakt z zewnętrzem oraz dostęp do bieżącej wody, co oczywiście zostało skrupulatnie zrealizowane.

Bez nazwy-1

Na piętro wychodzi się po wąskich białych schodkach, które są oddzielone od bardziej publicznego parteru przesuwnymi drzwiami. Klatka schodowa również na górze jest wydzielona szklanymi panelami, które tworzą wizualne centrum dużej otwartej przestrzeni pierwszej kondygnacji, a w zależności od temperatury można je dowolnie otwierać i zamykać. Tutaj znajdują się sypialnie dzieci i samej pani Schroder, salon i łazienka. Jest to przestrzeń elastyczna, za pomocą przesuwnych ścian pokoje dzieci mogą zostać wymknięte i zapewnić im maksymalną prywatność. Oprócz zastosowania intensywnych kolorów podstawowych, królują duże okna o różnych wymiarach i kształtach, które kadrują zewnętrzny krajobraz. Kiedy dom był budowany rozpościerał się z nich piękny widok na pola i sady, w latach 60 wybudowano tam jednak wał kolejowy co złamało perfekcyjne serce Rietvelda. Jego koncept był na tyle dopracowany i sztywny, a miłość do kątów prostych tak wielka, że zawiasy okien pozwalały je otwierać maksymalnie do 90 stopni, żeby nie zaburzać widoków elewacji. Również na piętrze widać wiele ciekawych detali, mnie najbardziej rozczuliła wąziutka półeczka, niemal listewka przy łóżku Truss Schroder, na którą kładła wieczorem zegarek. Jej wymiar był dokładnie zaplanowany – na tyle szeroka, by zegarek nie spadł, ale nie było ryzyka, że uderzy się w głowę.

2

Początkowo architekt planował wybudować cały dom z najnowocześniejszego wówczas materiału – betonu, jednak okazało się to zupełnie nieuzasadnione ekonomicznie. Ostatecznie konstrukcja opiera się na żelbetowych stropach i profilach stalowych, ściany są murowane. Stolarka drzwiowa i okienna oraz podłogi to malowane drewno. Potrzeba kontaktu z zewnętrzem była tak duża, ze projektanci zdecydowali się na dwa niewielkie świetliki: jeden nad klatką schodową, a drugi w toalecie, co było bardzo trudne pod względem technologicznym, ale oboje nie lubili kompromisów. W całym domu widać wiele mebli i lamp autorstwa Rietvelda, które idealnie komponują się z architekturą – granica między zewnętrzem a wnętrzem jest zatarta, użyte materiały i stylistyka są niemal identyczne.

3

Życie architekta i właścicielki ostatecznie splotło się również na polu prywatnym, pod koniec życia Rietveld mieszkał w zaprojektowanym na parterze studio.

Podczas analizy domu w Utrechcie widać duże doświadczenie Rietvelda w konstruowaniu mebli, które w pewien sposób przełożyło się na ostateczny wygląd budynku. Nie tworzy on spójnej całości, jest raczej podzielony na części składowe (elementaryzm) jednakowo znaczące w projektowaniu i odbiorze. Zignorowano hierarchię znaczeń poszczególnych elementów, przez co fragmenty uzyskały pełną niezależność – doprowadziło to do uplastycznienia bryły, a w efekcie budynek stał się wielką rzeźbą przestrzenną w niewielkim ogrodzie. To rozbicie jest spowodowane zastosowaniem w pełni zdefiniowanych elementów geometrycznych jak prostokąty czy kwadraty i kolorów podstawowych, co można porównać do tworzenia układanki z istniejących już klocków, ustawiania jednego obok drugiego bez większych relacji (poza kompozycyjnymi) pomiędzy nimi.

Można powiedzieć, że jest to dom-rzeźba, pomnik pewnych idei i założeń, który dzięki dużej kreatywności i stanowczości pani Schroder nadawał się również do życia (w przeciwieństwie np. do Villi Savoye le Corbusiera). Jego komiczny wygląd czy brak spójności wizualnej nie miał większego wpływu na jego świetną funkcjonalność i wiele innowacyjnych pomysłów, które zostały tam zastosowane. Nie da się jednak ukryć, że pewnie gdyby nie on, gdyby nie kolorowe podłogi czy biało-szare płaszczyzny elewacji nic by z jego sławy nie było.

Dobra, jest fajny i tyle. Tylko Was serdecznie proszę, żebyście pamiętali nie tylko o jego dziwacznej powierzchowności, ale i o wnętrzu (jakaż piękna metafora, której nie trzeba traktować metaforycznie).

4


Źródła: Wikipedia, ArchDaily, mój mózg
Zdjęcia: jak zwykle nieoceniona i profesjonalna Martyna Tomsińska (Photography)

Mondrian w 3D – dom pani Schroder w Utrechcie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *