Para żywych oczu

29

Górnolotne teksty na temat zmysłu wzroku, jego funkcji poznawczej, niedocenianiu go przez niewdzięcznych homo sapiens i chwytające za serce filmy z serii „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie”, na których dziecko widzi swoją matkę po raz pierwszy, są absolutnie wszędzie. W końcu jesteśmy społeczeństwem wizualnym. Ale czegoś zwykłego, w możliwie najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu, brak. To znaczy było brak, bo teraz mamy „Na oko” Marii Poprzęckiej.

Jest to zbiór felietonów pojawiających się na łamach dwutygodnika, które w bardziej lub mniej dosłowny sposób łączy OKO. Od reportaży podróżniczych po analizę zjawisk artystycznych, czy prozaicznych obserwacji z życia wziętych. Czytając książkę mamy szansę popatrzeć na świat z perspektywy historyka sztuki, który z wrodzoną skrupulatnością stara się analizować wiele rzeczy, ale czasem potrafi się również ponieść emocjom i reagować jak „zwykły” człowiek.

Tego typu publikacje oparte są na multitematyzmie i różnorodności, co może być postrzegane jako zaleta lub zdecydowana trudność. Z jednej strony nie ma szans się nudzić, a spectrum poruszanych wątków jest imponujące, z drugiej jednak krótka forma wymusza maksymalne skupienie w określonym przez 3-4 strony czasie. Powoduje to często niedosyt, chciałoby się więcej! (chociaż autorka z wielką świadomością porusza możliwe zamknięte tematy) oraz fakt, że nie da się jej łyknąć naraz. I nie jest to bynajmniej spowodowane trudnym językiem czy męczącym stylem, a chęcią wyciągnięcia z książki jak najwięcej, co przy tak obszernej tematyce może być wyzwaniem dla małego ludzkiego móżdżku.

Najbardziej imponujący wydaje się być zmysł obserwacji Pani Poprzęckiej. Przeglądając załączony spis treści i widząc tytuły: „Chrystusik”, „Mucha” czy „Rosół” trudno nie dać się zdziwieniu, że coś takiego może kogokolwiek interesować. A w samej rzeczy może i okazuje się zabawą skojarzeniami artystycznymi i literackimi, z których powstaje zgrabnie i z humorem napisany tekst.

„Trzy powieści – nominatki do Nagrody Nike w 2013 roku: „Ciemno, prawie noc” Joanny Bator, „Morfina” Szczepana Twardocha, „Trociny” Krzysztofa Vargi. Powieści krańcowo odmienne. (…) A jednak w całej tej odmienności, pośród setek stron i dziesiątek postaci, spomiędzy zawiłości i zwrotów akcji, z potoku słów wyławiamy jeden motyw wspólny. To zupa, wywar mięsno-warzywny. Rosół.”

1

Książkę „Na oko” można nazwać zbiorem intelektualnych anegdot, których czytanie to czysta przyjemność. Zmysł wzroku jest wyczuwalny w każdej z nich, ale pewne niedopowiedzenia i różne jego traktowanie, bez łopatologicznych nawiązań i niepotrzebnych tłumaczeń, sprawiają że wreszcie rozumiemy jak długie ma macki i w jak wielu dziedzinach naszego życia niepomiernie wiedzie prym.

Maria Poprzęcka uczy nas patrzeć. Oczywiście nie w sposób oczywisty: otwórz oczy, człowieku, ciemna maso, a sprytnie i podchwytliwie, pokazując co jej samej udało się zobaczyć. Jeżeli jest jakiś poziom eseju/felietonu artystycznego, który chciałabym osiągnąć, to to jest właśnie to. Odkładam wszystkie książki i zaczynam się rozglądać, bo wszędzie czai się dobry temat. Trzeba tylko umieć go ugryźć.


Cytaty: Maria Poprzęcka „Na oko”, słowo/obraz terytoria, Gdańsk-Warszawa 2015
Zdjęcia: sama umiem takie piękne zrobić, hoho

Para żywych oczu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *